niedziela, 26 kwietnia 2015

Rozdział 23

Tak... w końcu po... 3 miesiącach :( oddaję Wam rozdział 23... Przepraszam, że nie pisałam nic... Najpierw dobiła mnie sytuacja z ferii, dzięki której macie miniaturkę "Magiczne ferie"... Teraz jednak jestem mega szczęśliwa z powodu szczęścia Stokrotki :3 Co do tych takich hmm... "słabych" momentów gdy nie chce mi się żyć i jest mi mega smutno... Jakoś daje radę za co możecie bardzo mocno podziękować Rumcajsowi... Na razie jest mega spoko dzięki Stokrotce i właśnie jemu dzięki czemu bede dalej pisać. I na pewno częściej!...
W każdym razie ja Wam przestanę już gadać. Mam tylko jedną sprawę. Ponieważ już nie jestem adminką na stronce "Harry Potter- historia, która zmieniła moje życie na lepsze" wielu z Was nie wie kiedy pojawiają się rozdziały. Są dwie możliwości. Najłatwiejszą i dla mnie i dla Was będzie dodanie mojego bloga do obserwowanych i wtedy będziecie mieli wszystko na bieżąco. Jest jednak druga opcja. Jeśli chcecie, mogę Was informować o kolejnych rozdziałach. W komentarzu pod tym rozdziałem napiszcie mi swoje maile. Oczywiście jeśli będziecie chcieli komunikować się drogą mailową i o coś pytać to ja chętnie pogadam i odpowiem na Wasze pytania ;)

Ten rozdział dedykuję Rumcajsowi (tak btw to dziękuję za poprawienie tego rozdziału :D), który ostatnio bardzo mnie wspiera... dziękuję Ci :*  



***
Hermiona
-Halo?- zapytałam otwierając drzwi do jakiegoś pokoju.
W środku było ciemno. Próbowałam przyzwyczaić moje oczy do ciemności, ale nic to nie dało. Sięgnęłam po różdżkę i ją zapaliłam, a wtedy wejście od pokoju automatycznie się zamknęło z głośnym hukiem. Przez moment nic nie widziałam, ponieważ światło z końca różdżki mnie oślepiło. Po chwili jednak zaczęłam dostrzegać kontury.
Przede mną na ziemi leżała jakaś postać. Jej twarz była w czarnych plamach, a wokół niej była ogromna ilość mdłej substancji. Kiedy podniosłam lekko różdżkę, zobaczyłam, że w tym pokoju leży więcej takich osób.
Nie mogłam się skupić, ponieważ na ziemi było pełno czarnej cieczy, z której wydzielał się tak intensywny słodki zapach, że miałam ochotę zwymiotować, powstrzymałam się jednak i postanowiłam wziąć się w garść.
Nie zważając na mdłości wzięłam głęboki wdech. Skierowałam różdżkę ponownie na pierwszą postać aby ją zidentyfikować.
Był to jakiś chłopak. Miał krótkie czarne włosy, które były pozlepiane od krwi. Obok leżały potłuczone okrągłe okulary.
-Harry!- krzyknęłam z rozpaczą i przyklękłam obok przyjaciela.- Jakich zaklęć używałeś, Malfoy?!- krzyknęłam ze złością na siebie. Jak mogłam nie zapytać o te zaklęcia?
Nie czekając długo, wzięłam do ręki potłuczone okulary i transmutowałam je w dość duży biały materiał z sierści bizona złotowłosego*. Jednym machnięciem różdżki pocięłam go na kwadraty i przyłożyłam je kolejno do wszystkich ran na twarzy, jakie zauważyłam.
-Trzymaj się Harry- szepnęłam i wstałam, żeby pomóc pozostałym.
Obok Harry’ego leżał Ron, który miał ręce powyginane pod dziwnym kątem. Dalej leżała Ginny z jakąś dziwną raną na brzuchu. Potem Annie, Gwen, mama, tata, Luna, Lavender, Parvati, Hanna Abbott, profesor Snape, profesor Dumbledore, profesor McGonagall, Kingsley, cała rodzina Weasleyów, członkowie Zakonu Feniksa… Po moich policzkach zaczęły płynąć łzy. Kiedy zaczynałam pomagać, wszędzie pojawiało się więcej ciał.
-Nie pomożesz im- usłyszałam za sobą chłodny męski głos, a moje serce od razu zamarło. To nie mógł być on…- Ojej! Ten dzień trzeba zapisać w kalendarzu- powiedział mężczyzna szyderczo.- Szlamowata Panna-Wiem-To-Wszystko-Granger nie ma nic do powiedzenia?
Odwróciłam się i spojrzałam prosto w szare tęczówki.
-Draco?- powiedziałam zawiedzionym i lekko ochrypłym głosem od płaczu.
-A któżby inny?- prychnął i spojrzał na mnie jak na jakiegoś śmiecia.
-Ale przecież… myślałam…
-Myślałaś, Granger?- po tych słowach wybuchnął szyderczym śmiechem.- To ciekawe. Co myślałaś? Że się zmieniłem? Ja, Draco Malfoy, jeden z najwierniejszych sług Czarnego Pana nagle zrobię się miły i potulny jak baranek? Że mógłbym zakochać się- w jego oczach zobaczyłam tylko pogardę.- w takiej szlamie jak ty?- po tych słowach zaczął się śmiać a ja poczułam ukłucie w sercu.- Ja, Granger, jestem arystokratą z rodu Malfoy’ów, a to nazwisko zobowiązuje! Czarny Pan może odszedł, ale to nie znaczy, że nikt nie może go zastąpić- po tych słowach uśmiechnął się złowieszczo.
-Przecież…
-Nie przerywaj mi, szlamo! Sectumsempra!- krzyknął i poczułam jak siła zaklęcia rzuca mną na ziemię, a niewidzialne ostrze przebija mój bok powodując okropny ból. Z zaciśniętymi ustami próbowałam wytrzymać i nie dać po sobie niczego poznać. Usiadłam i spojrzałam spode łba na Malfoya.
-Zaufałam ci, a tu się okazuje, że ty nigdy się nie zmieniłeś- wychrypiałam cicho, próbując panować nad bólem.- Nie ujdzie ci to na sucho.
-Czyżby?- powiedział kpiąco i założył na palec jakiś czarny pierścień.
-Czy… czy to jest…
-Tak, Pierwotny Pierścień, Granger- powiedział beztrosko, jakby mówił o pogodzie, a nie o jednym z najpotężniejszych magicznych przedmiotów na świecie.
Wstałam gwałtownie, co było błędem, ponieważ z mojego boku od razu wylało się pełno krwi, ale dzięki adrenalinie, która pulsowała w moich żyłach, nic nie poczułam. Zacisnęłam mocniej rękę na różdżce, jedynym przedmiocie, który dawał mi jakąkolwiek nadzieję na wyjście z tego cało. Skierowałam go na mój brzuch i wstrzymałam zaklęcie Malfoya.
-Jak myślisz, będziesz ładnie wyglądać, kiedy potraktuje cię Czarną Klątwą?- syknął.- Na pewno lepiej od Bliznowatego i Wieprzleja, chociaż przy użyciu Pierścienia, możesz nie wyglądać tak dobrze jak oni- w jego oczach można było zobaczyć całkowite oddanie czarnej magii i fascynację moim przyszłym stanem. To nie był Draco, którego poznałam. Mój Draco miał piękne, hipnotyzujące, stalowoszare oczy, wspaniały niski i ciepły głos, który kojarzył mi się z bezpieczeństwem i wspaniały charakter, który mogłam poznać przez te pierwsze miesiące w Hogwarcie, a Zły Draco, jak zaczęłam go w myślach nazywać, miał matowoszare oczy, od których zionęło rządzą władzy i czarną magią, niski głos, który był zimny i okrutny.- Ale najpierw się trochę pobawimy! Crucio!- niestety nie udało mi się uniknąć tego zaklęcia. Od razu skarciłam się w myślach za swoją nieuwagę i chwilę zamyślenia w tak poważnej sytuacji.
Nie mogłam wytrzymać siły Cruciatusa i opadłam na posadzkę, która była lepka od czarnej substancji. Postanowiłam jednak nie dać mu satysfakcji z chwilowego zwycięstwa i trwałam w milczeniu, próbując przezwyciężyć ból.
Draco to zauważył i wzmocnił siłę zaklęcia i wbrew mojej woli z mojego gardła wydobył się krótki krzyk...
-Hermiono- usłyszałam za sobą jakiś głos, którego nie mogłam zidentyfikować, ponieważ mój umysł był zamroczony bólem. Właściciel tego głosu objął mnie rękoma od tyłu, a do moich nozdrzy od razu wkradł się zapach sosen.- Hermiono- powiedział głos stanowczo, a ja chyba zaczęłam go identyfikować. Był niski i dźwięczy, do tego ten zapach sosen i ramiona dające mi poczucie bezpieczeństwa…
-Draco- wychrypiałam i wtuliłam się w niego.- Pomóż mi.
-Hermiono, to się dzieje tylko w twojej głowie- powiedział a ja zmarszczyłam czoło.- To tylko zły sen- przymknęłam mocno oczy. Czy to było możliwe? Ale ten ból był taki realny. Choć z drugiej strony to chyba nie możliwe, żeby Draco miał złego brata bliźniaka…
Otworzyłam szeroko oczy. Teraz znajdowałam się w moim dormitorium na zimnej posadzce. Naprzeciwko mnie siedziała zapłakana Annie, patrząca na mnie z troską. Ktoś obejmował mnie z tyłu rękami i opierał swoją głowę na moim ramieniu.
-Draco, obudziła się- powiedziała Annie i uśmiechnęła się do mnie blado.-Nigdy więcej mnie tak nie strasz- powiedziała i otarła z moich policzków łzy, z których w ogóle sobie nie zdawałam sprawy.- Kiedy się rano obudziłam zdałam sobie sprawę, że coś jest z tobą nie tak. Rzucałaś się z boku na bok, potem zaczęłaś lunatykować i mówić przez sen. Chyba ktoś cię zaatakował w tym śnie, ponieważ zaczęłaś krzyczeć, więc pobiegłam po Dracona.
Po jej słowach zdałam sobie sprawę, że to był tylko koszmar. Te wszystkie ciała bliskich mi osób i Zły Draco to był tylko wytwór mojej wyobraźni! Nasz umysł w snach pokazuje nam nasze najgłębsze pragnienia, bądź najgorsze obawy. To nie dziwne, że po ostatnich wydarzeniach śniło mi się coś tak okropnego. Do tego jeszcze wczoraj…
-Nie wzięłam Eliksiru Słodkiego Snu- powiedziałam cicho.
-Oj, Granger- szepnął mi ślizgon do ucha.- A nie pomyślałaś o tym, że chociażby taka Mrużka mogła ci przynieść?- zapytał z troską i lekką nutą rozbawienia. Jak mogłam o tym nie pomyśleć? Chyba byłam zbyt zajęta rozmyślaniem o wczorajszym pocałunku…
Od razu kiedy to sobie przypomniałam, oderwałam się od blondyna.
Hermiono, miałaś zapomnieć! A teraz co? Wtulasz się w niego z nadzieją, że może jednak coś z tego będzie. Przecież to jest Draco Malfoy!- skarciłam się w myślach.
A może jednak powinnam kiedyś spróbować?- odezwałam się do głosu w mojej głowie.
Pamiętaj kim on jest, a kim ty jesteś.
Ale przecież się zmienił… Poza tym, czy ja gadam sama ze sobą?
Gadasz ze swoim drugim ja, to całkiem normalne. Co do obiektu twoich westchnień- rób jak chcesz, ale teraz spójrz na Annie i jej pomóż! Jest roztrzęsiona! Pamiętaj, że wczoraj zaatakowano jej przyjaciółkę!- posłuchałam drugiego głosiku i podeszłam do drobnej blondynki stojącej przede mną.
-Jak się czujesz?- zapytałam dziewczynkę i uśmiechnęłam się do niej pokrzepiająco.
-Trochę lepiej- powiedziała smutno przypominając sobie o minionej nocy.- Pani Pomfrey ją wyleczy, prawda?- zapytała z nadzieją w głosie, szukając u mnie potwierdzenia. Spojrzała na mnie tak smutnym wzrokiem, że serce mi się ścisnęło z żalu.
-Na pewno- powiedziałam i przytuliłam ją do siebie.- Malfoy?- mruknęłam i spojrzałam na niego przez ramię blondynki.- Czy możesz na razie stąd wyjść?
Chłopak nic nie odpowiedział, tylko wyszedł cicho z pokoju, zostawiając mnie i Annie same.

***
Luna
Gdzie nie okiem sięgnąć wszędzie na błoniach można było dostrzec hogwarckich uczniów, cieszących się z powoli mijającej niedzieli. Wiał dosyć silny i zimny wiatr, lecz nawet on nie mógł przeszkodzić odpoczynkowi na świeżym powietrzu. W każdym miejscu dało się zobaczyć pełno gnębiwtrysków, a gdzieniegdzie można było spotkać parę witrażków sagesowych, które pomagały pilnie niektórym uczniom w lekcjach.
Szłam w kierunku szklarni numer pięć, ponieważ miałam się tam spotkać z Nevillem. Nie był już tym samym niezdarnym chłopakiem co kiedyś. Wydoroślał, wyprzystojniał i podciągnął się w nauce. Po wojnie wiele dziewczyn zaczęło się nim podkochiwać ze względu na jego udział w pokonaniu Voldemorta i oczywiście za to, że przyjaźni się z Chłopcem, Który Przeżył. Dla mnie Neville zawsze był uroczy i przemiły. Nigdy się ze mnie nie śmiał i zawsze wysłuchiwał moich opowieści o chrapkach krętorogich. Nie pamiętam kiedy sobie uświadomiłam, że go kocham. Teraz chodziliśmy ze sobą i planowaliśmy ze sobą wspólną przyszłość.
Ściągnęłam moje specjalne różowe okulary do odszukiwania gnębiwtrysków i podążyłam w kierunku szklarni. Gdy tylko go ujrzałam na końcu ścieżki, szybko do niego podbiegłam.
-I jak? Profesor Sprout się zgodziła?- zapytałam z niecierpliwością. Ostatnio miał pójść do nauczycielki zielarstwa i poprosić ją o praktyki po swoich studiach, ponieważ chciał w przyszłości zastąpić kiedyś opiekunkę Hufflepuffu i uczyć w Hogwarcie.
-Powiedziała, że jeśli zdam owutem z zielarstwa na wybitny to wtedy mnie przyjmie- powiedział i spojrzał na mnie ze szczęściem wymalowanym na twarzy. Wyglądał tak, jakby Gwiazdka była miesiąc wcześniej.
-Bardzo się cieszę- wtuliłam się w jego ramię i poszliśmy na spacer.
Szliśmy obok jeziora, które odbijało promienie słońca. Przypomniałam sobie o mojej przygodzie z druzgotkami kiedy miałam osiem lat i zaczęłam ją opowiadać gryfonowi. Byliśmy z tatą na wakacjach nad jeziorem razem ze znajomymi. Razem z moją koleżanką Zoey, która jest teraz w Beauxbatons, bawiłyśmy się w wodzie. Było bardzo zabawnie lecz w pewnym momencie coś pociągnęło mnie pod wodę. Okazało się, że to druzgotek. Chyba miał wyjątkowo zły humor, ponieważ był dla mnie nie miły i nie chciał mnie puścić, a przecież druzgotki to takie miłe stworzenia. Na szczęście potem przypłynęły mi z pomocą błońkowce morskie*. Zoey potem mi nie chciała uwierzyć w to co mówiłam, ale potem z tatą stwierdziliśmy, że zostaniemy tam dłużej i zrobimy badania.
-Swoją drogą błońkowce są bardzo miłe i naprawdę piękne. Najczęściej mają kolor niebieski, ale bywają też…
-Luna!- usłyszałam za sobą jakiś głos.- Luna, poczekaj! Musimy porozmawiać!- odwróciłam się i zobaczyłam biegnącą Mionkę. Zupełnie zapomniałam o tym, że miałyśmy się spotkać w sprawie Pierwotnego Pierścienia. Na samo wspomnienie starcia z Nottem przebiegł mi dreszcz po plecach. Może jednak Hermiona nie powinna się tym zajmować? Po tym jak ją zaatakowali nie chcę żeby się narażała.
-Cześć Hermiono- przywitałam przyjaciółkę kiedy do nas podbiegła.
-Jesteś potomkinią Roveny- powiedziała prosto z mostu i spojrzała mi w oczy. Był to dla mnie szok. Dlaczego tata mi o tym wcześniej nie powiedział?
-Ale jak?- powiedziałam cicho.
-Mogę ci przedstawić całe drzewo genealogiczne ale myślę, że wysłuchiwanie tego to strata czasu. Oczywiście, nie jesteś jedyna, jesteś tylko jedną z możliwości, ale możliwe, że twój tata ma Pierwotny Pierścień- zakończyła z uśmiechem. Była dumna z siebie i z tego, że udało jej się dojść do tych informacji.- Wracasz do domu na święta?
-Tak- odpowiedziałam trochę zaskoczona jej pytaniem.
-Zapytaj swojego tatę czy wie coś na ten temat. Jeśli nie to znaczy, że będziemy dalej szukać.
-Dobrze- powiedziałam lekko oszołomiona.- Miona?
-Tak?
-A może jednak sobie trochę odpuścisz?- zapytałam łagodnie, a ona wytrzeszczyła na mnie z niedowierzaniem oczy.- No wiesz, jak ktoś już cię zaatakował przez to- zawiesiłam głos.- Nie chcę żeby coś ci się stało.
-Spokojnie Luna, nie bój nic. Poradzę sobie- powiedziała i mrugnęła do mnie.- To już się nie powtórzy. A teraz lecę, podobno Hanna się obudziła. Cześć!- i pobiegła w stronę zamku.
-Nie martw się Luno- odezwał się do mnie jak dotąd milczący Neville.- Miona sobie poradzi. Ma jeszcze do pomocy i Harry’ego i Rona, dadzą radę, jak zwykle.
-Mam nadzieję- szepnęłam.

***
Draco
-Chodźmy- powiedziała zdyszana Hermiona.
Spotkaliśmy się pod drzwiami Skrzydła Szpitalnego, ponieważ ta Abbott się obudziła. Może wie coś o napastnikach.
-Cześć Hanna- powiedziała gryfonka z uśmiechem i usiadła obok dziewczyny leżącej na łóżku.- Jak się czujesz?
-Już lepiej, dziękuję Hermiono- uśmiechnęła się blado. Było widać, że jest przemęczona. Miała ciemne wory pod oczami i bladą twarz.
-Mamy do ciebie kilka pytań. Czy możesz nam na nie odpowiedzieć?- zapytała łagodnie brunetka.
-Postaram się- powiedziała trochę smutno i skinęła głową na znak, że mamy pytać.
-Czy pamiętasz coś z tamtego wieczoru?
-Bardzo bym chciała- powiedziała i zmarszczyła brwi.- Jednak kiedy zaczynam o tym myśleć to zaczyna mnie boleć głowa.
-Penale oblivionem*- szepnąłem, a Miona spojrzała na mnie pytająco.- Czarny Pan często tego używał. Zaklęcie lepsze od obliviate. Jak się domyślasz z czarnej magii.
-Tak, pani Pomfrey mi o tym mówiła- wtrąciła się puchonka.
-Ale tak nic kompletnie nie pamiętasz?- zapytała Hermiona z nadzieją w głosie.
-Pamiętam…- dziewczyna przymknęła powieki.- że było ich dwóch. Jakiś blondyn i jeszcze ktoś- Granger spojrzała na mnie porozumiewawczo. Szukamy przynajmniej dwójki, nie jednego poszukiwacza.- Pytali o jakiś pierścionek, czy coś takiego, nie wiem- o mało nie wybuchnąłem śmiechem, ale się powstrzymałem i tylko uśmiechnąłem się kpiąco.- A jak próbuje dłużej pomyśleć to za bardzo boli.
-Dobrze Hanno, nie przemęczaj się- powiedziała łagodnie pani prefekt.- I tak bardzo ci dziękujemy. Zdrowiej- podniosła się z krzesła i skierowała do wyjścia.
-Ale…- zacząłem. Przecież musimy dowiedzieć się czegoś więcej. Rozumiem, że to ją boli, ale na Salzara, wytrzyma jakoś.
-Idziemy Malfoy!- powiedziała stanowczo Hermiona i pociągnęła mnie za sobą.
Kiedy znaleźliśmy się już w naszym pokoju wspólnym usiadła na kanapie i zapaliła ogień w kominku. Podciągnęła kolana pod brodę i zamyślona wpatrzyła się w ogień.
-Dlaczego tak łatwo odpuściłaś?- zapytałem i usiadłem naprzeciw niej.- Może by sobie coś jeszcze przypomniała.
-Więcej byśmy z niej nic nie wyciągnęli. Poza tym, to ją bolało. Cieszmy się, że udało jej się przypomnieć to o tych dwóch osobach i tym blondynie.
-No a co nam to da?- zapytałem zniecierpliwiony.
-Nie wiem- powiedziała smutno.- Najpierw muszę sprawdzić czy Hanna mogłaby być potomkinią Helgi Hufflepuff. Z tego co wiem to pochodzi z rodziny czystej krwi*. Ale jeszcze zobaczę. Poza tym muszę też porozmawiać z Harrym i Ronem- wstała i skierowała się do skrótu do Wieży Gryffindoru.
-Tylko uważaj na siebie- powiedziałem a ona odwróciła się na chwilę.
-Oczywiście- uśmiechnęła się do mnie i zniknęła za czarnymi drzwiami.
Nie wiedziałem co myśleć o tym poszukiwaczu, chwila, poprawka, poszukiwaczach. Byli dość odważni, skoro zaatakowali tyle osób w Hogwarcie, do tego bardzo sprytni. Każdy swój ruch mieli dokładnie przemyślany i nigdy nie dało się ich złapać.
A gdyby tak…?, odezwał się sprytny głosik w mojej głowie i od razu wiedziałem co robić, nawet nie musiał kończyć.
Zerwałem się z kanapy i podszedłem do skrótu prowadzącego do Pokoju Wspólnego Slytherinu.

***
Hermiona
-Co za bydlak!
-Ciszej Ron!- skarciłam rudzielca, ponieważ parę osób odwróciło się z zaciekawieniem w naszą stronę.
Opowiedziałam chłopakom o tym co się stało poprzedniej nocy (z pominięciem części w Pokoju Wspólnym). Oboje byli ogromnie zezłoszczeni jednak Harry zachował swoją złość dla siebie. Bardzo dobrze wiedział, że gwałtowne zachowania tylko niepotrzebnie przyciągają uwagę osób, które w żadnym wypadku nie powinny o tym wiedzieć. Ron jednak miał zbyt wybuchowy charakter żeby siedzieć cicho.
-Podsumowując- zaczęłam przyciszonym głosem.- Nie mam pojęcia kto może być tak okrutny i być aż tak żądny władzy żeby robić coś takiego.
-Nie martw się Miona, odkryjemy to- Harry uśmiechnął się do mnie ciepło.- Może najpierw zbierzmy to, co już mamy?
-Ja tawiam na jakiegoś sizgona, tam się roi od dzieciaków śmierciożerców- powiedział Ron z buzią pełną musów-świstusów.
-Ronald ile razy mam ci powtarzać żebyś nie gadał kiedy jesz?- przewróciłam oczami, ale postanowiłam, że potem zrobię mu wykład o dobrych manierach. Przetarłam zaspane oczy i zamrugałam parę razy. Ta klątwa nadal dawała się we znaki, ale wiedziałam, że później będę miała czas na odpoczynek. Najpierw Pierwotny Pierścień i bezpieczeństwo innych, potem ja.- Myślę jednak, że Ron może mieć rację, chociaż nie wykluczajmy reszty podejrzanych. Pamiętajmy, że w Ravenclawie też są dzieci śmierciożerców, chociaż myślę, że tylko ślizgoni będą tak zdesperowani żeby posiąść władzę i w dodatku używać tak brutalnych zaklęć.
-Dlaczego mnie nie dziwi, że ślizgoni są winni wszystkiemu?- wtrącił Harry i westchnął teatralnie.- Najlepiej będzie jak najpierw sporządzimy taką listę potencjalnych podejrzanych- spoważniał i wyprostował się w fotelu.- Wszystkie dzieci śmierciożerców.
-Mogę się tym zająć- odparłam i ziewnęłam.- Sprawdzę też potencjalnych potomków Założycieli Hogwartu.
-Najpierw Miona to ty idź spać, albo chociaż się zrelaksować- spojrzał na mnie z troską. No tak, cały Harry.
-Wcale nie muszę iść odpocząć- powiedziałam i znowu ziewnęłam przeciągle.
-Ta, a ja jestem samym Merlinem- prychnął.- Dojdziesz sama do swojego dormitorium czy mam cię odprowadzić- powiedział tonem nieznoszącym sprzeciwu i już wiedziałam, że nie uda mi się nic zdziałać.
-Niech ci będzie- powiedziałam ponuro, a Potter uśmiechnął się z triumfem na twarzy.- To do zobaczenia jutro- powiedziałam na odchodne i poszłam na piąte piętro.
Przez okno zobaczyłam jasno świecące  jesienne słońce i piękne błękitne niebo, na którym było parę puszystych białych chmur. Na błoniach było pełno uczniów w szalikach i ciepłych szatach. Gdybym miała więcej siły może poszłabym do nich dołączyć, ale byłam zbyt zmęczona żeby o tym myśleć.
Weszłam przez dziurę pod portretem i skierowałam się od razu do mojego dormitorium. Nie chciałam jeszcze spać, było zbyt wcześnie. Nawet jakbym próbowała, to nie udałoby mi się zasnąć, nawet w takim stanie w jakim byłam. Najpierw Miona to ty idź spać, albo chociaż zrelaksować- przemknęła mi przez myśl wypowiedź Harry’ego i stwierdziłam, że pójdę za jego radą i wypróbuję basen, o którym mówiła McGonagall na początku roku.
Wygrzebałam z szuflady mój ulubiony strój kąpielowy, który dostałam kiedyś od rodziców na urodziny. Był to jednoczęściowy czarny strój, który niczym się nie wyróżniał, ale dla mnie był idealny. Kiedyś Ginny chciała kupić mi jakiś strój, bo stwierdziła, że „w tym wyglądam dobrze ale nie powalająco” i sprezentowała mi krwistoczerwone bikini, które schowałam na dnie szafy. Miałam je na sobie tylko raz nad jeziorem, ponieważ Ruda mnie o to poprosiła. Nie zamierzałam go nigdy więcej założyć, ale żeby jej nie urazić zawsze mam je w szafce ze sobą. Może kiedyś o nim zapomni i będę mogła je wyrzucić?
Po przebraniu się wzięłam z szafy puszysty ręcznik i poszłam do drzwi, których jeszcze ani razu nie otwierałam. Nacisnęłam na złotą klamkę i zamarłam z zachwytu. Dookoła basenu była ogromna mozaika przedstawiająca magiczne stworzenia, które co jakiś czas się ruszały tak jak postacie na portretach w Hogwarcie. Były także okna w kształcie małych rozet. Wpadały przez nie promienie słońca, które odbijały się od wody tworząc wspaniałą grę świateł na ścianach.
Odłożyłam ręcznik na białą szafkę stojącą przy drzwiach i wskoczyłam do wody. Tak, to było to co było mi potrzebne od dłuższego czasu. Pływanie zawsze mnie uspokajało. Zanim dostałam list z Hogwartu codziennie wieczorem chodziłam na basen.
Przepłynęłam trzy baseny a potem położyłam się na plecach i dryfowałam na powierzchni wody. Rozmyślałam o wszystkim co się stało od początku roku. O napaściach, Pierwotnym Pierścieniu, Poszukiwaczu, o Draconie...
Nagle coś mnie pociągnęło za nogę i gdyby nie to, że od małego chodziłam na basen to najprawdopodobniej bym się utopiła. Wyszarpnęłam nogę z ucisku i szybko podpłynęłam do brzegu gdzie leżała moja różdżka. Chwyciłam ją, odwróciłam się gwałtownie i omal nie krzyknęłam z zaskoczenia pomieszanego ze złością.
-Malfoy!- wrzasnąłem na całe gardło a on zaczął się śmiać.- Czy ciebie do reszty pogięło?! Wiesz jak mnie przeraziłeś?! Ciesz się, że przed chwilą nie rzuciłam w ciebie instynktownie jakąś klątwą! Wiesz, że mogłeś mnie utopić?! No i z czego tak rżysz?! To…!- nie dokończyłam bo zasłonił mi usta dłonią.
-Po pierwsze mam na imię Draco- powiedział rozbawiony, a ja całą siłą woli powstrzymałam się przed walnięciem go pięścią w brzuch.- Po drugie zdawałem sobie sprawę z ryzyka i wiem, że cię przeraziłem, ale stwierdziłem, że będzie zabawnie, poza tym widziałem jak pływasz i domyślam się, że pływasz już od dawna. Nie utopiłabyś się.- zakończył z uśmiechem na twarzy.
Przewróciłam oczami i wzięłam jego rękę ze swoich ust i zaczęłam wychodzić z basenu.
-A ty gdzie? Dlaczego ostatnio co chwilę uciekasz?- powiedział z tajemniczym uśmiechem i znowu znalazłam się pod wodą.
Postanowiłam sobie jednak za punkt honoru ucieczkę z tego basenu. Zaczęłam szybko płynąć w stronę drugiego brzegu, jednak nie doceniłam Dracona. On też nieźle pływał i dystans między nami praktycznie się nie zmieniał. Postanowiłam postawić na efekt zaskoczenia i odbiłam się od ściany basenu i zanim zdążył się zorientować, że zmieniłam kierunek i płynę przy dnie, oddaliłam się od niego znacznie i podpłynęłam szybko do brzegu przy którym byłam przed chwilą. Już wychodziłam, gdy poczułam zbyt silne ręce na mojej talii i znowu znalazłam się w wodzie.
-Ze mną nie wygrasz- powiedział mi do ucha a ja próbowałam się wyrwać i zaczęłam się śmiać.
Po wielu próbach w końcu stwierdziłam, że wyrywanie się jest bez sensu bo i tak Malfoy był zbyt silny. Przestałam walczyć, a on odwrócił mnie do siebie przodem ze zdziwieniem na twarzy. W jego oczach zobaczyłam iskierki rozbawienia i dopiero po chwili zdałam sobie sprawę z tego w jakiej sytuacji się znaleźliśmy. Przypomniał mi się wczorajszy wieczór i uśmiech od razu zniknął z mojej twarzy.
Przecież to Draco Malfoy!
I co z tego?
Nie pamiętasz? On ślizgon, arystokrata, a ty gryfonka i szlama.
A tam, spadaj.
Zignorowałam ten złośliwy głosik w swojej głowie i po prostu nie czekając na nic pocałowałam go. Nie chciałam tego przerywać jednak w mojej głowie wykwitł świetny plan.
Oderwałam się szybko od niego i zanim się zorientował co się dzieje, wyszłam na brzeg, zabrałam różdżkę z posadzki i podeszłam do szafki.
-Mówiłam, że wygram- uśmiechnęłam się z triumfem po czym owinęłam puchowym ręcznikiem i poszłam do mojego dormitorium. W ten sposób wyszło na to, że ten pocałunek był tylko po to żeby wyjść z basenu, jednak z drugiej strony poszło na moją korzyść, no i jeśli moje podejrzenia są słuszne, to ślizgon spróbuje się postarać. Udawanie niedostępnej i tajemniczej czas zacząć!
  
--------------------------------------------------
*Bizon złotowłosy- zwierzę wymyślone przeze mnie, jak zapewne się domyślacie :D Z jego sierści często robi się coś w stylu naszych bandaży, tyle że sierść bizona złotowłosego szybko wchłania szkodliwe substancje i tamuje krew. Ma tylko jedną wadę. Przez to, że tak dobrze wchłania szkodliwe substancje to trzeba często zmieniać opatrunek.
*Błońkowce morskie- stworzenia odkryte przez Lunę i jej tatę. Żyją w jeziorach i często pomagają czarodziejom, którzy je wezwą. Luna zrobiła to nieświadomie używając magii (wiecie, wtedy jak magiczne dzieci odkrywają swoją moc, która z reguły im pomaga :D)
*Penale oblivionem- zaklęcie wymyślone przeze mnie (znowu :P) z łaciny bolesne zapomnienie.
*Co do tego, że Hanna jest czystej krwi. Wiem, że w książce było inaczej ale stwierdziłam, że to zmienię :D

No to powiem Wam, że robi się ciekawie :D Co robił Draco po tym jak wyszedł z Pokoju Wspólnego? Co takiego miał na myśli? Możecie wymyślać swoje teorie i przedstawiać je w komentarzach :D Teraz dążę do gwiazdki jak najszybciej. A propos... Rumcajs jak poprawiał to zauważył, że jak na listopad to dosyć ciepło było... Cóż... powiem tak- pogoda jest kapryśna i różnie to bywa :D
Co do basenu, on specjalnie był taki zapomniany, ta scena była w mojej głowie od dawna :3
Co do naszego parringu...  Tak, robi się słodko :3 ale nie aż tak, przynajmniej tak Rumcajs powiedział więc nie przesadziłam :D Chociaż Wy to oceńcie ;) Proszę o Wasze komentarze :*

Pozdrawiam,
Szczęśliwa Hermiona :*

piątek, 27 marca 2015

Magiczne ferie część 3

I ostatnia. Na wstępie powiem tak- Przesłodziłam i to bardzo mocno. Dlaczego, wyjaśnię Wam na dole, żebyście przeczytali najpierw miniaturkę. Od razu mówię, że bardzo odbiegłam od rzeczywistości. Jedyne wspólne rzeczy to to, że historia z "Draco", "Pansy" i tą drugą dziewczyną była prawdziwa oraz miejsca w których byli no i oczywiście to, że źle się kończy chociaż nie w taki sposób...
Nie sprawdzone, wstawiam takie jakie było, nie zdziwcie się jeśli coś będzie bez sensu (ale od razu powiadomcie mnie jeśli coś takiego będzie) bo czasem mogą się zdarzyć skróty myślowe.
Nie będę już nawijać, zapraszam do czytania no i oczywiście skomentowania.
Dedykacja dla Stokrotki, Kapitana Quidditcha i trzeciej osoby- Małej Czarnej :*




20 lutego
Nie miałam pojęcia w co się ubrać, czego się spodziewać i bałam się tego spotkania. Dlaczego Ginny musiała wyjechać akurat wtedy? Ona by mi doradziła. I pewnie wyszykowała tak, że kilka razy bym się na nią wydarła zanim znalazłybyśmy coś odpowiedniego…
Po namyśle stwierdziłam, że nie mam co się stroić i po prostu będę sobą. Założyłam jedną z moich ulubionych bluzek, zwykłe jeansy, a włosy zostawiłam rozpuszczone. Wzięłam różdżkę i wyszłam dziesięć minut przed spotkaniem z domu, aby ze spokojem dojść do parku i uspokoić nerwy, co nie było trudne. Po tylu latach opanowywania emocji za całą Świętą Trójcę, jak nazywał nas profesor Snape, byłam w tym mistrzem.
Kiedy doszłam do parku, Draco już tam był. Miał na sobie czarny płaszcz i stał do mnie tyłem.
-Cześć- powiedziałam gdy byłam już za nim. Odwrócił się i uśmiechnął promiennie po czym znowu mnie przytulił.- Gdzie idziemy?- zapytałam gdy ruszyliśmy ścieżką.
Nie odpowiedział nic, tylko uśmiechnął się tajemniczo, a ja postanowiłam po prostu mu zaufać, jednak co chwilę próbowałam zgadnąć gdzie idziemy. Ciągle jednak nic nie mówił. Co chwilę skręcaliśmy i każda moja teoria zostawała niszczona.
W końcu stanęliśmy przed jakimś budynkiem. Zobaczyłam na górze brązowy napis „Street Cafe” na białym tle. Przy drzwiach stały dwie duże donice z niebieskimi kwiatami. Wejście było przyozdobione jakimiś skomplikowanymi wzorami, które miały przypominać egzotyczne rośliny.
Draco podszedł do drzwi i otworzył mi je. Miło zaskoczona weszłam do środka. Od razu wyczułam zapach kawy i cynamonu, który uwielbiałam. Podeszliśmy razem do lady, za którą stała młoda kelnerka.
-Co bierzesz?- zwrócił się do mnie chłopak. Spojrzałam na menu.
-Wezmę duże cappuccino- mruknęłam i zaczęłam szukać pieniędzy w kieszeni. Wyjęłam jakieś knuty, które by mi się tutaj nie przydały, ale za nic nie mogłam znaleźć dziesięciu funtów, które wzięłam ze sobą. W końcu udało mi się je wyciągnąć  i podniosłam gwałtownie głowę.
Kiedy ślizgon zobaczył co trzymam w ręce spojrzał na mnie wzrokiem mówiącym „Chyba sobie żartujesz, schowaj to natychmiast”. Zrobiło mi się miło ale i tak przewróciłam oczami z rozbawieniem.
-Poprosimy duże cappuccino i latte machiatto- zwrócił się do kelnerki po czym usiedliśmy przy jednym ze stolików.
-Dlaczego akurat to miejsce?- zapytałam ślizgona.
-Blaise kiedyś mi je pokazał- powiedział i uśmiechnął się smutno.- Jego rodzice są podobni do moich jeśli chodzi o różne poglądy, ale pozwalają mu na spędzanie czasu w mugolskiej części miast. Z każdego zapamiętuje coś charakterystycznego. W Paryżu spodobała mu się jedna kafejka Le Rose Café. W Brukseli najbardziej mu się spodobał taki sklep z czekoladą.
-Wszystko związane z jedzeniem ?
-Nie tylko. Zawsze zapamiętuje coś typu kafejka czy restauracja oraz jakiś ulubiony zabytek. W Paryżu była to Wieża Eiffla.
-Wieża Eiffla każdego potrafi zachwycić- mruknęłam wspominając moje wakacje z rodzicami we Francji. Był to bardzo ciekawy kraj, zarówno jego mugolska część jak i czarodziejska. Do dzisiaj pamiętam magiczną wytwórnię perfum La petite fleur*, w której spotkałam Katie Bell z rodziną oraz francuski odpowiednik naszej ulicy Pokątnej. Dokładnie zapadło mi w pamięci jak płynęliśmy po Sekwanie, widok katedry Notre-Dame i majestatyczny Pałac Wersalski...
W tym czasie podeszła do nas kelnerka i przyniosła nam nasze kawy. Spojrzałam na ogromną białą filiżankę z pianką na górze. Nie patrzyłam na niego zbierając w sobie całą gryfońską odwagę. Stwierdziłam jednak, że najpierw poczekam na rozwój rozmowy i zaczęłam ze spokojem popijać kawę.
-Ale wiesz co, moi rodzice nie są aż tacy źli- uśmiechnął się blado, a ja miałam ochotę go przytulić, zmierzwić jego blond czuprynę i pocieszyć. Jak jedna osoba może mieć w sobie tyle smutku ?
-Nie jest łatwo, prawda ?- powiedziałam trochę nieśmiało. Bardzo dobrze zdawałam sobie sprawę z tego, że Lucjusz i Narcyza byli wiernymi sługami Voldemorta. Musiało być u niego nieciekawie.
-Jakoś wytrzymuje- powiedział cicho rozglądając się na boki i upewniając, że nie ma tam nikogo znajomego, który mógłby nas usłyszeć.- Ojciec chce abym przyjął Mroczny Znak*- szeptał a ja gwałtownie wciągnęłam powietrze.- Wcale tego nie chcę, ale nie wiem co robić. To mimo wszystko są moi rodzice i gdybym na przykład uciekł, a w jakiejś bitwie miał stanąć po drugiej stronie różdżki...
-Na pewno jakoś się ułoży- szepnęłam i nie konsultując tego z rozumem przytuliłam się do niego. Teraz było to dla mnie takie naturalne, choć kiedyś na pewno gdyby ktoś mi powiedział, ze będę z własnej woli przytulała się do Dracona Malfoya, wysłałabym go do Świętego Munga.- Na pewno podejmiesz dobrą decyzję.
-No nie wiem- powiedział smutno, a mi się ścisnęło serce z bólu. Jak tak można ?- Ale na razie nie zawracajmy sobie tym głowy- oderwał się ode mnie ku mojemu niezadowoleniu.
-A jak ci idzie z Pansy ?- postanowiłam zmienić temat i przygotować się do mojego wyznania.
-Stwierdziłem, że jest dla mnie jak siostra- uśmiechnął się.- Ona też uważa, że jestem dla niej jak brat, poza tym, chyba czuje coś do Zabiniego. Moi rodzice to akceptują i wszyscy są zadowoleni.
-Właśnie, co do celu naszego spotkania- zaczęłam próbując jak najbardziej przedłużyć tę chwilę. Weź się w garść, jesteś gryfonką !, skarciłam się w myślach i kontynuowałam.- Na lodowisku nie dostałeś dokładnej odpowiedzi- Spójrz mu w oczy ! Nie jesteś tchórzem ! i spojrzałam na niego. W jego stalowoszarych oczach zobaczyłam ciekawość pomieszaną z nadzieją i odrobiną niepewności.- Odpowiedź brzmi tak i to już od czwartej klasy- dzielnie wytrzymałam jego spojrzenie czekając na to co powie. Mógł dawno wyjść, ale moja duma by na tym nie ucierpiała, powiedziałam tylko szczerą prawdę. Jeśli po prostu sobie pójdzie to pomimo tego, że trochę mnie to zaboli to wytrzymam. Nie okazałam się tchórzem i to powiedziałam.
Dlaczego jeszcze został ? Czy to nie ten Draco Malfoy, który gardzi szlamami ? Jednak on nie wyglądał na takiego, który ma zamiar wyjść. W jego oczach zobaczyłam zadowolenie i... ulgę.
-Ekhem- odchrząknęłam stwierdzając, że chyba to ja muszę się odezwać po tym wyznaniu pierwsza.- Czy mogę ci zadać dziwne pytanie ?
-Pytaj- powiedział tylko nadal patrząc mi w oczy. Widać było, że nad czymś intensywnie rozmyśla i bije się z myślami.
-Zapytam o coś z czystej ciekawości- wcale nie mam pewnych podejrzeń, które chce sprawdzić.- Jak nie chcesz to nie musisz mi odpowiadać. Czy mogę poznać tożsamość tej drugiej dziewczyny, o której kiedyś mi opowiadałeś w bibliotece ?
-To bardzo ciekawe wiesz- powiedział po krótkiej przerwie i wyprostował się.- Bo tą drugą dziewczyną... jesteś ty. Nie wiem nawet jak to się stało. Myślę, że chyba cię kocham- powiedział cicho.
Ha! Miałam rację! Moje serce zaczęło skakać z radości. Więc to jestem ja! Draco Malfoy, chłopak, który mi się podoba już od paru lat zakochał się we mnie! To oznacza, że cuda się jednak zdarzają.
Nic nie mówiliśmy. Po prostu pochłanialiśmy się wzrokiem. Żadne z nas nie mogło uwierzyć w swoje szczęście. On mnie kocha, on mnie kocha, on mnie kocha... te słowa ciągle chodziły mi po głowie i nie mogłam przyjąć do wiadomości faktu, że to dzieje się naprawdę. Może zaraz się obudzę i okaże się, że to wszystko było tylko snem ? Tylko czy wtedy byłby taki realny ?
-Przejdziemy się ?- wyrwał mnie z rozmyślań aksamitny głos blondyna.
Zgodziłam się i wyszliśmy z kawiarni. Na zewnątrz było zimno. Wszędzie leżał biały puch, który przykrywał wszystko dookoła. Nagle poczułam jak ktoś mnie chwyta za rękę. Obejrzałam się i spojrzałam prosto w jego szare tęczówki. Poczułam, że kolana mi miękną. Dlaczego on musiał tak na mnie działać ?
Ciągle patrząc mi w oczy i jakby szukając pozwolenia, zaczął się powoli przybliżać. Trochę mnie to zirytowało dlatego nie czekając na nic, nawet nie konsultując tego z mózgiem, przysunęłam się i go pocałowałam.

27 lutego
Kochana Ginny!
Nie uwierzysz w to co się ostatnio tutaj dzieje! Pamiętasz jak kiedyś ci opowiadałam o tym, jak kiedyś mi powiedział o Pansy i jakiejś drugiej dziewczynie? Okazało się, że to byłam ja! A teraz zanim przeczytasz następne zdanie lepiej usiądź.
Całowaliśmy się...
Dlaczego akurat teraz Ciebie nie ma? No ale trudno. Powiem Ci chociaż w skrócie. Byliśmy w kawiarni (tak, zabrał mnie do kawiarni!) i  było wspaniale! Zamówiłam cappuccino (od teraz, oficjalnie jest to mój ulubiony napój) no a resztę opowiem Ci jak wrócisz...
Aha, byliśmy jeszcze w poniedziałek na łyżwach (tak, znowu). Rozmawialiśmy, wspominaliśmy stare czasy itp. Potem mnie odprowadził i pocałował na pożegnanie. Jutro też się spotykamy, zaprosił mnie do kina.
Mam jednak pewne obawy. Jego rodzice na pewno tego nie zaakceptują. Jestem zwykłą szlamą (nie przewracaj oczami, przecież wiesz, że to prawda!) no i nie wiem jak to dalej będzie. Ale stwierdziłam, że będę się trzymać zasady carpe diem (zajrzyj do „Historii Magii” Bathildy Bagshot, jeśli nie pamiętasz co to znaczy, strona 267).
Mam nadzieję, że u Was wszystko dobrze. Czekam na Wasz powrót!
Całusy,
Hermiona.       

28 lutego
-Cześć- powiedziałam, a on się do mnie odwrócił.
Od razu zauważyłam, że coś jest nie tak i że raczej nie pójdziemy do kina. Coś musiało się stać. Draco był okropnie blady, a pod oczami miał widoczne cienie. Co chwila rozglądał się na boki, jakby spodziewając się kogoś.
-Co się stało ?- spytałam zmartwiona i pogłaskałam go po policzku. Przytulił się do mnie, a ja bardzo się zdziwiłam tym jego nagłym niespodziewanym zachowaniem.
-Zmusili mnie do przyjęcia Mrocznego Znaku- szeptał mi rozpaczliwie do ucha.- Nie chciałem tego, ale mój ojciec...- zawiesił głos.- Jesteś przyjaciółką Pottera, jeśli się dowiedzą, że coś nas łączy to każą mi cię porwać i przyprowadzić do Czarego Pana. Pewnie na samym porwaniu by się nie skończyło. Hermiono, wiedz, że nadal cię bardzo kocham, ale nie chcę żeby coś ci się stało i...
-Ciiii- uciszyłam go i zaczęłam uspokajająco gładzić po plecach. Po moich policzkach leciały łzy. Dokładnie rozumiałam jego postawę. Jednak wiedziałam, że nawet jeśli zerwiemy teraz kontakt to on wciąż będzie się przejmował tym czy mi się nic nie stało. Znałam rozwiązanie. Mój umysł od razu znalazł odpowiedź. Choć moje serce krzyczało abym tego nie robiła, chciało zatrzymać czas i nigdy już nie ruszyć na przód, pokierowałam się rozumem.
-Draco- szepnęłam łagodnie ale stanowczo.- Spójrz na mnie- podniósł głowę i spojrzał prosto w moje oczy. On też płakał.- Ja też cię kocham. I zawsze będę. Mam do ciebie prośbę- zobaczyłam lekkie zaskoczenie ale skinął głową więc kontynuowałam.- Musisz mi obiecać, że będziesz na siebie uważał.
-Obiecuję- powiedział zachrypniętym głosem.
-Kocham cię- powiedziałam drżącym głosem i pocałowałam go nienawidząc całego świata, Voldemorta i innych ludzi, przez których musiałam zrobić to co miało za chwilę nastąpić. Przytuliłam go wiedząc, że to będzie ostatni raz kiedy poczuję bliskość i ciepło jego ciała.
Sięgnęłam do kieszeni po różdżkę i zanim zdążył cokolwiek zrobić, skierowałam ją na niego i szepnęłam :
-Obliviate.  


-----------------------------------------
*Na potrzeby opowiadania zmieniłam trochę fakty i Draco przyjął Mroczny Znak dopiero w ferie.

Co działo się dalej? Hermiona przez resztę życia cierpiała. Draco już nic nie pamiętał i zaczął się do niej odnosić jak wcześniej w trzeciej klasie. Ciągle wyzywał ją od szlam, a ona wspominała te magiczne ferie, które wydawały się tylko snem. Najgorsze jednak było to, że to się zdarzyło naprawdę. Jedynym pocieszającym faktem było to, że on był bezpieczny, nic mu się nie stało i przeżył wojnę.

Co było wspólnego a co nie? Wszystkiego Wam nie wymienię ale dla jasności- w rzeczywistości się nie całowaliśmy (nawet lepiej bo chyba bardziej bym rozpaczała), uczucia "Dracona" nie były takie jak w opowiadanku... Ciągle nie byl pewien itd... No nie ważne, nie będę Wam tutaj opowiadać. No i nasze hmm... rozstanie (?) było innego rodzaju. I nic sobie nie myślcie, nawet przez chwilę nie byliśmy "parą" czy coś.

Dlaczego zrobiłam tak jak zrobiłam? Stwierdziłam, że skoro źle się kończy to dla równowagi będzie słodko jak cholera i myślę, że mi się udało. Nawet przesadziłam, ale trudno.

Wniosek z tego taki, że życie to nie bajka (niestety :/). Mam nadzieję, że Wam się podobało, czekam na Wasze opinie i ucieszę się na jakąś ostrą krytykę :D Jak macie pytania- pytajcie. Postaram się na nie odpowiedzieć. Nie wiem czy chciałam pisać coś jeszcze... Chyba wszystko ujęłam... 

Podsumowując...
Mi też pozostało tylko jedno- zapomnieć.

Pozdrawiam Was serdecznie,
Hermiona :* 

środa, 25 marca 2015

LBA

Hej kochani!
Zostałam nominowana do Liebster Blog Awards przez Małą z bloga http://magia-czai-sie-wszedzie.blogspot.com/ z czego bardzo się cieszę ^^

 Zasady: Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za “dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.



 1. Jak zaczęła się twoja historia z serią HP ?
Kiedy byłam malutka, coś około pięciu lat, mój tata zaczął czytać mnie i mojej siostrze książki o HP :3 Niestety szybko zasypiałam i prawie nic z tamtego okresu nie pamiętam, ale potem tata zaczął nam puszczać filmy, które mega mi się spodobały. Oglądałam je milion razy <3 Potem, jak już trochę podrosłam sama przeczytałam całą serię (i to po kilka razy <3), do której nadal lubię wracać :3

2. Ulubiona postać z HP?
Jest wiele postaci z HP, które lubię, ale moją ulubioną chyba jest Hermiona. Bardzo dobrze się z nią utożsamiam, kocham ją, jej osobowość, opanowanie, mądrość... Wzoruje się na niej, choć niezbyt mi to wychodzi (niestety nie jestem taka mądra :p).

3. Znienawidzona postać z HP?
Hmm... chyba nie mam takiej postaci. Cała seria jest ze mną od dziecka i trudno jest mi stwierdzić kogo nie lubię, bo raczej lubię wszystkich... Ale nie przypadł mi do gustu Ron. On i te jego wybuchy i różne humorki -_- wiem, że jest honorowy itd, bardzo odważny ale jakoś tak... No nie wiem... wolę innych Weasley'ów :p

4. Ulubiony szkolny przedmiot?
Ciągle mi się to zmienia. Ostatnio stwierdziłam, że bardzo lubię chemię, matematykę, fizykę i w-f, ale lubię też angielski i francuski... Chyba nie umiem tego określić.

5. Wymarzone zwierzątko?
Hmm... Myślę, że hipogryf, sowa albo feniks :3 Ale chyba feniks (mój patronus :3)

6. Jaką postać przybrałby bogin gdybyś ty miała/miał go unieszkodliwić?
To bardzo trudne pytanie... Bogin ukazuje nasze najgorsze lęki... Pewnie przybrałby postać mojej przyjaciółki Stokrotki (dedykowałam dla niej miniaturkę) wykrwawiającej się, albo umierającej... A potem po kolei moi najbliżsi, Rumcajs, Monia, reszta moich przyjaciół... Coś w stylu tego co miała Molly Weasley.

7. Do jakiego domu należysz?
Gryffindor <3

8. Ulubiona piosenkarka/piosenkarz?
Nie mam takiego. Nigdy nie lubię takich pytań, ponieważ uwielbiam muzykę zróżnicowaną. Często słucham popu, ale lubię tez rap, hip hop, rock, różne ballady (Phil Collins :3), lubię też Eda Sheerana, Taylor Swift, Katy Perry, Avril Lavigne, Christina Aguilera, Eminem, Rihanna... różnie, naprawdę różnie. I tak nie wymieniłam wszystkiego.

9. Do jakiego fandomu oprócz Potterhead należysz?
Jestem Trybutem, Niezgodną (poszłam do Nieustraszonych i tak bo ta frakcja najbardziej do mnie pasuje :3), GNW, Heros (ale początkujący, dopiero pierwsza część, ale już sie w tej serii zakochałam <3 NIE SPOJLEROWAĆ :P), Preety Little Liar... Pewnie i tak nie wymieniłam wszystkiego... tego jest dosyć dużo... Lubię też Zmierzch (potem możecie se hejtować) chociaż to książki mnie zauroczyły. Filmy uważam, że są niezbyt dobre (lekko mówiąc)

10. Największe marzenie?
Żeby moi najbliżsi byli szczęśliwi no i chciałabym założyć rodzinę i żeby była ona szczęśliwa :3

11. Ulubiony Pairing?
Dramione oczywiście :3 Ale lubię też Sevmione (Bez cukru <3) chociaż na początku miałam do tego stosunek jak wszyscy "przecież to pedofilia" itp itd... Lubię też Jilly... No i nwm jakie jeszcze, teraz mi nie przychodzą do głowy xd

Nominuję:
http://co-serce-pokocha-dramione.blogspot.com/
http://dramione-rubin-i-stal.blogspot.com/
http://nasz-swiat-pelen-magii.blogspot.com/
http://obliviate-dramione.blogspot.com/
http://dramione-milosc-przez-glupote.blogspot.com/
http://meta-nous.blogspot.com/
http://dracoihermionavam.blogspot.com/
http://dramione-is-my-life.blogspot.com/

Więcej blogów już nie nominuje bo zwyczajnie nie mam pomysłu :D

Moje pytania:

1. Jak rozpoczęła się Twoja historia z pisaniem?

2. Za co lubisz HP?

3. Co robisz kiedy nie masz weny?

4. Jakie komentarze najbardziej Cię motywują?

5. Zakon Feniksa vs. Śmierciożercy?

6. Do jakiego domu należysz?

7. Gdybyś mógł/mogła jaką postać z HP byś wskrzesił/wskrzesiła?

8. Jakie parringi lubisz?

9. Jaką postać przybrałby Twój patronus?

10. Do jakich fandomów jeszcze należysz?

11. Jaki film/piosenka/książka wzruszyła Cię tak, że się rozpłakałeś/rozpłakałaś?





Dziękuje bardzo za nominację :3 Jeśli macie do mnie jeszcze jakieś pytania, możecie zadawać ;) Nie gwarantuję, że odpowiem, zależy o co zapytacie, ale walcie śmiało ;)

Pozdrawiam serdecznie,
Szczęśliwa Hermiona :*